scoresese, film Milczenie

Film „Milczenie” – opowieść o portugalskich misjonarzach

Kiedy dobrych kilka lat temu zwiedzałem razem z moim znajomym, przewodnikiem w lizbońskim Muzeum Orientu, wystawę poświęconą wzajemnym wpływom chrześcijaństwa i wiodących religii w Azji, przyszło mi do głowy, że byłby to fascynujący temat na film! Okazało się, że już wcześniej myślał o jego zrealizowaniu ktoś inny. Aby urzeczywistnić swój filmowy projekt, musiał jednak czekać 27 lat!

 

Strona internetowa filmu „Milczenie”

 

Kiedy Martin Scorsese przeczytał po raz pierwszy „Milczenie”, książkę napisaną w 1966 r. przez japońskiego autora Shusaku Endo, wiedział że kiedyś będzie musiał zrealizować na jej podstawie film. Jak sam to powiedział:

„Kiedy dorastasz, pomysły przychodzą i odchodzą. To co najbardziej mnie interesuje, to pytania, odpowiedzi, ponowna utrata odpowiedzi i jeszcze więcej rodzących się pytań. „Milczenie” jest odzwierciedleniem tych właśnie emocji. To obsesja, która musiała się urzeczywistnić. Ten film jest mocną, wspaniałą historią, w pewnym sensie thrillerem, który mierzy się z tymi właśnie pytaniami.”

O filmie nie będę się wypowiadać, ponieważ jeszcze go nie widziałem. Znając jednak kontekst historyczny opowiadanej przez Scorsese historii, jestem bardzo ciekaw filmowej ekranizacji tejże powieści. Oparta jest ona na autentycznych przeżyciach portugalskiego ojca – jezuity Ferreiry, w którego rolę wcielił się Liam Neeson oraz dwóch innych zakonników: ojca Rodriguesa (Andrew Garfield) i ojca Garrape (Adam Driver).

 

Film rozgrywa się w XVII – wiecznej Japonii, w czasie kiedy całkiem liczne grono żyjących w Japonii katolików, było w okrutny sposób prześladowanych. Mieli oni do wyboru albo śmierć poniesioną w torturach, albo wyrzeczenie się swojej wiary podczas rytuału zwanego fumie. Polegał on na publicznym wyparciu się wiary chrześcijańskiej, którego punktem kulminacyjnym było podeptanie któregoś z przedmiotów kultu – np. biblii, czy krzyża.

Do siedziby zakonu jezuitów doszły słuchy o tym, iż wysłany przez nich wcześniej do Japonii misjonarz – wspomniany zakonnik Ferreira, porzucił swoją wiarę właśnie w taki sposób, mało tego – został buddyjskim mnichem. Aby to sprawdzić, z Portugalii do Japonii przyjeżdżają jego dwaj współbracia.

Krzysztof Ferreira (Cristóvão Ferreira) ur. się ok. 1580 r. w Torres Vedras, zmarł w 1650 w Nagasaki. Wstąpił do zakonu jezuitów i w 1609 r. został wysłany jako misjonarz do Japonii, gdzie nauczał aż do roku 1633, kiedy to został schwytany przez Japończyków. Po kilkugodzinnych torturach wyparł się wiary katolickiej, zmienił też swoje imię na Sawano Chuan . Wydał kilka lat później książkę, w której zanegował sens religii katolickiej. Więcej na temat jego życia można się dowiedzieć z dokładnych studiów, które przeprowadził nad jego życiem polski jezuita, o. Hubert Cieślik.

Rękopis Ferreiry z 1617 r.

 

Skąd jednak na japońskich wyspach wzięła się wiara katolicka i dlaczego była ona tam aż do roku 1873 prześladowana? Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, musimy cofnąć się do wieku XVI a konkretnie do 23 września 1543, kiedy to po raz pierwszy u wybrzeży jednej z japońskich wysp zacumował portugalski statek handlowy. Podobno portugalski statek zabłądził, czy też zboczył z kursu z powodu sztormu i w ten właśnie sposób znalazł się u wybrzeży Japonii. Znajdowali się na nim m.in. António Peixoto, António da Mota i Francisco Zeimoto.

 

Od guzika do strzelby, czyli „barbarzyńcy z południa”

 
Biombo

 

Portugalczycy zaczęli interesować się Japonią począwszy od roku 1513, czyli od momentu swoich pierwszych kontaktów z Chinami. O japońskich wyspach wiedziano w Europie już co najmniej od czasów Marco Polo, który nazywał je Cipango. lub Ji-pangu, co w języku chińskim oznacza „miejsce, w którym wschodzi słońce”. Sami Japończycy nazywają swój kraj Nihon, czyli „Kraj Wschodzącego Słońca”. Ze względu na brak jakiegokolwiek lądowego połączenia z innym państwem, jedynymi obcokrajowcami, których znali Japończycy, byli handlujący z nimi chińscy i koreańscy kupcy. Japonia jawiła się w opowiadaniach Marco Polo jako kraj niezwykle bogaty, ociekającym wręcz złotem. W rzeczywistości w owym czasie była ona ważnym eksporterem miedzi i srebra.

Co ciekawe, był to kraj zaludniony gęściej, aniżeli którykolwiek inny w zachodniej Europie. Pod koniec XVI w. Japonia liczyła ok. 26 milionów mieszkańców, podczas gdy w analogicznym okresie we Francji mieszkało jedynie 16 milionów a w Anglii zaledwie 4, 5 miliona ludzi. Nie powinno nas więc dziwić to, że wkrótce po założeniu swoich przyczółków w Chinach, w mniej lub bardziej zamierzony sposób, portugalscy kupcy zawitali na japońskich wyspach. Szybko zrozumieli, że mogą wypełnić lukę w handlu pomiędzy Chinami i Japonią, powstałą w roku 1480, kiedy to chiński cesarz z dynastii Ming zabronił handlu z Krajem Wschodzącego Słońca. Doskonale spisali się w roli pośredników, sprzedając w Japonii chiński jedwab, porcelanę oraz wyroby ze złota, w zamian Chińczykom sprzedając głównie japońskie srebro.

Portugalczycy odpowiedzialni są również za wprowadzenie na japoński rynek takich, wcześniej nie znanych tutaj produktów, jak tytoń, chleb, guziki, czy … cukierki! Świadczą o tym zresztą ich portugalskie nazwy, przyjęte przez język japoński i funkcjonujące w nim zresztą do dzisiaj:  

- Botan ; botão; guzik

- Pan ; pão ; chleb

- Konpeito ; confeito ; cukierek    

Więcej o wzajemnych, portugalsko – japońskich wpływach językowych przeczytacie tutaj  

 

Portugalczycy jako pierwsi, zaznajomili Japończyków z wieloma produktami spożywczymi, takimi jak: figi, gruszki, oliwki, pigwa, brzoskwinie, winogrona oraz zwierzętami domowymi: kurami, kaczkami i królikami. Zaprezentowali oni Japończykom również wynalazek druku. Pierwszą książką w języku japońskim, była „Doktryna chrześcijaństwa”, która wydana została w mieście Kumamoto w roku 1591.  

Jednym z najważniejszych wynalazków, z którym Japończycy zaznajomili się dzięki portugalskim kupcom, była broń palna. Nie oznacza to wcale, że nigdy się z nią wcześniej nie spotkali – zetknęli się już z bronią palną, będącą chińskim wynalazkiem. W porównaniu jednak do portugalskich arkebuzów, była ona mniej skuteczna i zaawansowana technologicznie. Masowy zakup broni od Portugalczyków odegrał ważną rolę w dziejach Japonii, która w momencie przybycia do niej pierwszych portugalskich kupców, znajdowała się w fazie permanentnej wojny domowej. Panowie feudalni, władający poszczególnymi prowincjami, nieustannie walczyli ze sobą. Oczywiście w takiej sytuacji zainteresowanie nowym, nieznanym na wyspach rodzajem broni, która mogła i rzeczywiście w późniejszym czasie przyczyniła się do zyskania przewagi przez jedną ze stron konfliktu, była czymś oczywistym.

Arkebuz, foto: embaixadadeportugal.jp

Nie skończyło się to jednak jedynie na zakupie strzelb przez walczących ze sobą japońskich feudałów. Już wtedy ujawnił się japoński zmysł do racjonalizacji. Bardzo szybko nauczyli się oni sami produkować broń palną, udoskonalając ją jednocześnie w takim stopniu, że mogła ona śmiało konkurować ze swoimi portugalskimi prototypami. To samo miało zresztą miejsce w przypadku słynnych samurajskich zbroi, znanych nam wszystkim z wielu produkcji filmowych. Była to udoskonalona wersja portugalskich zbroi, których Japończycy wcześniej nie znali.  


Na początku kontakty handlowe Portugalczyków z Japończykami miały charakter prywatnych działań, jednak począwszy od końca XVI w. coraz bardziej lukratywny handel objęło monopolem portugalskie państwo.  Ciekawostką jest to, że Portugalczycy a potem również inni obcokrajowcy, nazywani byli przez Japończyków nanban, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „barbarzyńcy z południa”. Przybywali oni bowiem do Japonii z południowej Azji. Mimo iż Japończycy trochę się z tych „barbarzyńców” podśmiewali („Prości ludzie o nieokrzesanych manierach, plączący się tam i z powrotem ale nie czyniący nikomu krzywdy.” ), to jednak wkrótce w Japonii miała miejsce prawdziwa „portugalomania”.

Wszystko, co pochodziło od Portugalczyków – moda, przedmioty codziennego użytku itd., stały się w Japonii, jakbyśmy to obecnie określili – trendy.   W czasach ożywionej wymiany handlowej pomiędzy Portugalczykami i Japończykami, ci ostatni stworzyli cykl parawanów (nota bene portugalskie słowo biombo, czyli parawan, pochodzi z języka japońskiego), ozdobionych malowidłami wykonanymi metodą laki a ukazującymi m.in. pierwsze portugalsko – japońskie kontakty. Więcej informacji na ten temat znajdziecie tutaj.

 

  Gdzie dwóch się bije, tam … Japończyk zwycięża  

 

Już na pierwszych statkach z portugalskimi kupcami do Japonii przypłynęli portugalscy misjonarze. Najliczniej reprezentowani byli franciszkanie, jezuici i dominikanie. Prawdziwa ekspansja chrześcijaństwa rozpoczęła się pośrednio za sprawą kupca Jorge’a Alvaresa, który w roku 1474 opublikował opis swojego pobytu w Japonii. Był to pierwszy tekst napisany przez Europejczyka na temat Japonii, zatytułowany „Rzecz o Japonii”.

W Malace będącej jednym z przyczółków portugalskiej ekspansji ekonomicznej w Azji, spotkał on jezuitę, Franciszka Ksawerego. Przedstawił mu Anjiro, Japończyka, który przypłynął razem z Jorgem na portugalskim statku. Miał on nadzieję poznać Franciszka Ksawerego, o którym w owym czasie było już całkiem głośno za sprawą jego intensywnej działalności misjonarskiej w Chinach i Indiach.

 

Xavier f map of voyages asia.PNG
Mapa podróży misjonarskich Franciszka Ksawerego

 

Zapewne pod wpływem opowieści Anjiro niecałe dwa lata później jezuita w towarzystwie kilku współbraci znalazł się w Japonii i jako pierwszy Europejczyk odwiedził ówczesną stolicę tego kraju – Kioto. Od jednego z możnowładców otrzymał nawet pozwolenie na zainstalowanie się jezuitów w buddyjskim klasztorze. Zgoda wynikała prawdopodobnie stąd, iż ów możnowładca (Yamaguchi), myślał iż chrześcijanie są jedną z odmian buddyzmu.

Krok po kroku, napotykając wiele różnych problemów, katoliccy misjonarze zdobywali dusze zarówno prostych mieszkańców, jak i feudalnych panów. Z początku usiłowali dotrzeć do prostych ludzi, podkreślając potrzebę ubóstwa i pochwałę prostego i uczciwego życia. Po jakimś jednak czasie zorientowali się, że w Japonii hierarchia ważności wygląda nieco inaczej, aniżeli w Europie. Rozpoczęli więc starania o pozyskanie dla chrześcijaństwa najwybitniejszych przedstawicieli tutejszej arystokracji. Wszystkie te działania zaczęły przynosić oczekiwane efekty.

W roku 1588 w Japonii było już ok. 300 tys. wyznawców chrześcijaństwa. Niewątpliwie był to ogromny sukces katolickiego duchowieństwa, biorąc pod uwagę wszelkie różnice kulturowe oraz barierę językową a także opór buddyjskiego duchowieństwa. W 1555 r. do Rzymu przyjechał pierwszy japoński jezuita, który przybrał imię Bernard. Tym samym miało więc miejsce pierwsze spotkanie papieża z mieszkańcem Japonii i jednocześnie pierwszym japońskim członkiem zakonu jezuitów.  

 

Azjatyckie trendy w chrześcijańskiej modzie i architekturze  

Tak imponujące ilości nawróconych na katolicyzm Japończyków (a także spora ilość nowych owieczek pozyskanych na terenie Chin) była możliwa m.in. dzięki dostosowaniu się kościoła katolickiego do lokalnych zwyczajów, tendencji panujących w lokalnej architekturze a nawet … modzie! Kościoły budowane w Azji z czasem zaczęły się upodobniać do lokalnych obiektów sakralnych. Można to prześledzić w Muzeum Orientu w Lizbonie, gdzie na przykładzie makiety Kościoła Santana de Talaulim (Igreja da Santana de Talaulim), znajdującego się w indyjskim stanie Goa a także zbudowanej tam katedry (Sé de Goa) można zobaczyć, iż z biegiem czasu kościoły wznoszone przez Portugalczyków w Azji, nabierały coraz więcej cech architektury typowej dla tej części świata.

Doskonałym przykładem portugalskiej architektury sakralnej z widocznymi wpływami orientu jest zachowana do dzisiaj fasada kościoła w byłej portugalskiej kolonii w Chinach – Macau. Wzajemne przenikanie się kultur portugalskiej i azjatyckiej przejawiało się również w wytwarzanych lokalnie przedmiotach kultu sakralnego, czy sztach liturgicznych a także … w rodzaju fryzury noszonej przez katolickich księży pracujących wśród wiernych na terenie Azji.    

 

DSC_5114 DSC_5110

 

Restos de la Catedral de San Pablo, Macao, 2013-08-08, DD 41.jpg
Fasada kościoła Madre Deus w Makau, foto: wikipedia, Diego Delso

 

Aby lepiej zrozumieć japońską kulturę i tradycję a co za tym idzie, szybciej i bardziej efektywnie docierać z głoszeniem słowa bożego do Japończyków, w roku 1603 wydany został przez jezuitów słownik portugalsko – japoński (Nippo jisho), zawierający 32.000 słów. Był to pierwszy na świecie słownik japońsko – portugalski a szerzej – pierwszy słownik japońsko – zachodniojęzyczny i stał się on wzorem dla późniejszych wydań analogicznych słowników w języku hiszpańskim, holenderskim i angielskim.

 

Jak jednak wiadomo, nic co piękne, nie trwa wiecznie … Kiedy do religii zaczęła mieszać się polityka a nad kwestiami duchowymi zaczęły brać górę kwestie finansowe, misternie ułożony duchowy domek z kart zaczął się sypać. Główną rolę w załamaniu się chrystianizacji Japonii odegrała coraz większa rywalizacja o wpływy pomiędzy portugalskimi jezuitami i innymi zakonami również działającymi na terenie tego państwa. Do gry włączyli się także Holendrzy, którzy mieli ochotę na kawałek japońskiego tortu. Wpływy z handlu z Japonią, jakiego uzyskiwali Portugalczycy, z roku na rok znacząco rosły. Holendrzy zaczynający odgrywać coraz większą rolę jako kolonizatorzy w różnych częściach świata, wkroczyli do gry również i na terenie Japonii. Za pomocą różnych intryg, w których wykorzystywali także działania portugalskich zakonników, starali się skłócić ze sobą portugalskie duchowieństwo i poszczególnych japońskich feudałów, od których zależało to, czy misjonarze mogli działać w konkretnym regionie Portugalii.

W ostatecznym rozrachunku Holendrzy, nie zainteresowani sprawami wiary a jedynie handlem, pozostali jedynymi obcokrajowcami, mogącymi handlować na wyznaczonym, niewielkim skrawku Japonii – małej wysepce Dejima w zatoce Nagasaki.

 

DejimaInNagasakiBay.jpg
Wyspa Dejima w zatoce Nagasaki

 

Pretekstem do diametralnej zmiany podejścia władz Japonii do portugalskich misjonarzy i sporej już grupy wyznawców chrześcijaństwa a także w konsekwencji tego również do portugalskich kupców handlujących z Japonią, były zajścia z roku 1806, zwane „Wydarzeniami z Makau”. Grupa Japończyków znajdująca się akurat wtedy w portugalskim porcie w Makau, wdała się w serię bójek, prowokując różnego rodzaju zajścia, na które oczywiście zareagowało portugalskie wojsko. W wyniku tego śmierć poniosła duża grupa Japończyków. Dalszą konsekwencją tego zajścia była tzw. Bitwa pod Fukumą.

Okręt pod dowództwem tego samego portugalskiego kapitana, który zaprowadził porządek podczas burd w Makau na początku 1610 r. zawinął do portu w Nagasace (mieście założonym zresztą przez Portugalczyków w połowie XVI w.). Tam lokalny przywódca usiłował skonfiskować znajdujący się na statku towar, jako rekompensatę za śmierć swoich ziomków poniesioną z rąk Portugalczyków. Przerodziło się to w regularną bitwę pomiędzy 3 tysiącami samurajów a załogą portugalskiego statku.

 

Gdyby nie przypadkowa eksplozja , jaka miała na nim miejsce, niewykluczone, że Portugalczycy wyszliby z tej potyczki zwycięsko. Niestety uszkodzenie było na tyle poważne, że uniemożliwiało dalszą walkę. Dlatego też kapitan statku wysadził go w powietrze, niszcząc go całkowicie i uniemożliwiając tym samym poddanie się japońskim wojownikom. Akt ten wywołał wśród samurajów wielki podziw dla portugalskiej załogi i jego kapitana André Pessoi. W oczywisty sposób takie postępowanie pokrywało się z japońskim poczuciem rycerskiego honoru. Na pamiątkę tych wydarzeń do dzisiaj ma miejsce w Nagasace święto zwane „Nagasaki Kunchi”, celebrowane każdego roku pomiędzy 7 i 9 października.Wydarzenia te zapoczątkowały stopniowe wypieranie Portugalskich kupców oraz misjonarzy z wysp Japonii.

 

Nagasaki Kunchi.jpg
Współczesne obchody święta ”Nagasaki Kunchi”, foto: wikipedia,

 

Gry Nintendo – portugalską spuścizną?

Kontakty Portugalczyków z Japonią w XVI w. przyczyniły się również w pewnym stopniu do rozwoju dzisiejszych … gier komputerowych. Wraz z wieloma innymi, wspomnianymi już rzeczami codziennego użytku, które Japończycy poznali dzięki styczności z Portugalczykami, były również karty do gry. W owym czasie Portugalia miała swój system gry w karty i właśnie taki zadomowił się na dobre w w Japonii. W roku 1889 największą firmą produkującą tutaj karty do gry, było Nintendo Koppai. Kiedy gra w karty została w Japonii zdelegalizowana, firma zaczęła poszukiwać innych możliwości działania na japońskim rynku i tak w latach 70-tych przekształciła się w firmę produkującą wideo – gry a następnie gry komputerowe, znaną dzisiaj wszystkim pod nazwą Nintendo.

 

Karty do gry, foto: embaixadadeportugal.jp

 

Kakure kirishitan” – ukryci chrześcijanie

 W roku 1614 został wydany przez japońskie władze oficjalny edykt zakazujący wyznawania chrześcijańskiej religii, nakazujący wyjazd misjonarzy z kraju i obowiązek wybrania przez japońskich chrześcijan jednej z powszechnie obowiązujących w Japonii religii – buddyzmu, lub shinto.

 Chrześcijanie zmuszani byli do publicznego wyrzeczenia się wiary katolickiej poprzez podeptanie jej symbolu – świętych obrazów, lub krzyża. Osoby, które nie zastosowały się do tych poleceń, były torturowane i zabijane. To właśnie ten, bardzo tragiczny w swoich skutkach dla wyznawców chrześcijańskiej religii okres, pokazuje film Martina Scorsese. Jako iż japońska historia dzielona jest na okresy, ten otrzymał nazwę „Okres Edo”.

Wraz z wyrzuceniem Portugalczyków z Japonii, rozpoczął się okres samoizolacji Japonii. Nie mieli do niej wstępu praktycznie żadni obcokrajowcy. Wyjątkiem byli Holendrzy, którzy w bardzo ograniczonym stopniu pośredniczyli w handlu pomiędzy Japonią a resztą świata.. Okres ten zakończył się dopiero w połowie XIX w., kiedy to amerykańska misja wojskowa wymusiła podpisanie traktatu pomiędzy USA i Japonią, co zapoczątkowało stopniowe otwieranie się tego kraju na zachodnią cywilizację.

Większość japońskich chrześcijan przeszła na wspomniane religie. Była jednak pewna grupa, kultywująca katolickie obrzędy w ukryciu, nazwana potem kakure kirishitan, czyli „ukryci chrześcijanie”. Spotykała się ona po kryjomu a przedmiotom kultu religijnego, w celu ich zamaskowania, nadawała wygląd charakterystyczny dla lokalnych wyobrażeń bóstw. Znane są np. figury Matki Boskiej Dziewicy, zwanej Maria Kannon.

 

JapaneseVotiveAltar.JPG
Przenośny ołtarzyk w stylu Nanban, XVI w., foto: wikipedia

 

 

Maria Kannon.jpg
Maria Kannon – japońska figury Matki Boskiej, foto: wikipedia

 

Modlitwy „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, przypominały bardziej buddyjskie śpiewy niż chrześcijańskie modły a w eucharystii chleb i wino zastępowane były przez ryż i sake. Z upływem czasu wykształciła się – żyjąca cały czas w totalnym ukryciu – nowa religia, będąca miksturą wierzeń i obrządków chrześcijańskich i buddyjskich.

 

26 męczenników z Nagasaki

Jednymi z pierwszych ofiar prześladowań japońskich chrześcijan, zapoczątkowanym tzw. Edyktem Hideyoshi Toyotomi’ego , wydanym w roku 1587, było 26 misjonarzy i świeckich wyznawców chrześcijaństwa, wśród których byli zarówno Portugalczycy, Hiszpanie, a nawet jeden Meksykanin, oraz Japończycy. Po torturach, zostali oni ukrzyżowani. Miało to miejsce w Nagasaki 15 lutego 1597 r. Zostali oni kanonizowani w roku 1862.

 

Ilustracja
Obraz nieznanego japońskiego artysty, przedstawiający 25 męczenników z Nagasaki – przełom XVI i XVII w., foto: Wikipedia

 

Historia prześladowania chrześcijan w Japonii przypomina inną, rozgrywającą się w Portugalii a dotyczącą prześladowanych przez portugalską inkwizycję Żydów zamieszkujących miejscowości Belmonte. Zarówno japońscy chrześcijanie, jak i portugalscy Żydzi z okolic tego miasteczka zeszli do podziemia. W kompletnym ukryciu, przekazując swoją wiarę następnym pokoleniom jedynie za pomocą opowiadań, przetrwali do współczesnych nam czasów. W przypadku kakure kirishitan koniec prześladowań miał miejsce w 1868 r. Proces pozostawania w ukryciu Żydów z Belmonte trwał o wiele dłużej, gdyż rozpoczął się już pod koniec XV w. a zakończył na początku XX w. Doniosłą rolę w tej ostatniej historii odegrał tu zresztą polski Żyd, Samuel Schwarz. To jednak jest już materiał na zupełnie inną opowieść …