Lisbon Imagine

Wyobraźcie sobie, że otwieracie oczy i … nie widzicie niczego. Co wtedy się dzieje? Uruchamiacie inne zmysły, którymi zostaliście obdarzeni, co do których nawet  nie wiecie, że potrafią działać tak precyzyjnie!

 

 

Film „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego jest mi bliski z kilku powodów. Po pierwsze – od dzieciństwa miałem kontakt (i to codzienny) z osobą niewidomą – sąsiadką mojej babci. Spowodował on, że na świat ludzi niewidzących, patrzę chyba w nieco inny sposób aniżeli my wszyscy, nie muszący wyobrażać sobie tego, co nas otacza, tylko najzwyczajniej mający go na wyciągnięcie ręki. Film przedstawił nam bowiem świat taki, jakim jest on odbierany przez osoby niewidome. Po raz pierwszy dowiedziałem się o metodzie echolokacji, w tym kląskania, pomagającej niewidomym w poruszaniu się w otwartej przestrzeni. Metoda interesująca, czasami jednak niebezpieczna, bądź co najmniej bolesna, o czym niejednokrotnie przekonał się główny bohater opowieści – Ian, zagrany zresztą rewelacyjnie przez Edwarda Hogga.

W pewnym sensie tematyka filmu jest mi również bliska, jako osobie z wadą (i to dość sporą), krótkowzroczności. Widzowie w pierwszych scenach filmu zobaczyli to, co ludzie z tak zwanymi „minusami” na nosie widzą za każdym razem, kiedy ściągają z niego okulary. Są to mniej lub bardziej wyraźne, kształty i kolory, często jedynie zarysy przedmiotów i ludzi.

Ogromną rolę w filmie (brawa dla dźwiękowców: Jacka Hamela, Guillaume Le Braz ) odgrywa dźwięk. Jak dla mnie, należy on na równi z aktorami, do najważniejszych jego uczestników. Czy będą to odgłosy ptaków, czy też te towarzyszące lizbońskiemu portowi, że nie wspomnę o pięknie szemrzącej, lizbońskiej ulicy, z niesfornym dzwonkiem tramwaju na czele, wszystkie one umiejętnie budują nastrój filmu.

Do „Imagine” podchodziłem również ze szczególną uwagą z dość oczywistego powodu, czyli miejsca, w którym się rozgrywa jego akcja. Mam nadzieję, że wybaczycie mi, iż moja uwaga skupiła się bardziej na nim, czyli na Lizbonie. Bardzo podobało mi się to, w jaki sposób „zagrało” w nim moje ulubione miasto. Na początku było to właściwie „tylko” słynne już portugalskie światło i kolory. Nieśmiało mignęła panorama miasta, widoczna ponad bramą klasztoru, na terenie którego znajdowała się (będąca głównym głównym miejscem akcji) klinika dla niewidomych. Jak się dowiedziałem, w rzeczywistości sceny na terenie klasztoru, kręcone były nie w Lizbonie (ze względów oszczędnościowych) a w Alentejo. Jeśli chodzi o Lizbonę, to w zasadzie przez większą część trwania filmu, była ona dawkowana nam bardzo oszczędnie, pięknie skadrowana i ukazana poprzez detale.

Bardzo podobał mi się jeden z wątków filmu – „obserwacji” ogromnego statku pasażerskiego, który według głównego, niewidomego bohatera filmu, miał się znajdować w porcie. Okazuje się, że czasami niewidzący widzą więcej aniżeli ich obdarzeni doskonałym wzrokiem sąsiedzi …

W miarę rozwijania się akcji, skąpana w słońcu Lizbona, pokazywała nam więcej i więcej swojej urody, znanej wszystkim z filmu Wima Wendersa „Lisbon Story”. Całkiem sporą rólkę „zagrały” w filmie Jakimowskiego także słynne żółte tramwaje. W zasadzie zagrał jeden z nich (również jedna z „gwiazd” filmu Wendersa) – tramwaj linii 28. Fanom Lizbony nie muszę już dodawać, w jakich dzielnicach rozgrywa się „Imagine”? I to właśnie ów tramwaj a raczej widok, jaki mogliśmy zza jego niewielkich szybek (zupełnie tak, jak stłoczeni w nim pasażerowie) obserwować, sprawił coś, co chyba nieczęsto zdarza się w naszych salach kinowych. Zazwyczaj bowiem, wraz z pojawieniem się napisów końcowych, większość widowni, niczym za naciśnięciem tajemniczej sprężyny, podrywa się z miejsc i kieruje się ku wyjściu. Tym razem jednak, napisy nakładały się na wspomniany już widok – lizbońskiej Alfamy. Myślę, że to właśnie ona – Lizbona – spowodowała, że znakomita większość widowni, pozostała bez ruchu do samego końca seansu. Lepszej recenzji dla obrazu, który stworzył Andrzej Jakimowski, trudno sobie wyobrazić … Pozostaje tylko życzyć sobie, aby coraz więcej filmowych twórców pojawiało się nad Tagiem i kręciło tam tak znakomite obrazy, jak „Imagine”.

Kilka interesujących linków z omówieniem filmu i innymi recenzjami:

http://www.polskieradio.pl/24/402/Artykul/822991,Jakimowski-Imagine-to-obraz-na-wskros-polski

http://film.onet.pl/wiadomosci/andrzej-jakimowski-i-alexandra-maria-lara-odpowied,1,5467068,wiadomosc.html

http://www.culture.pl/kalendarz-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/L6vx/content/olsniewajace-imagine-andrzeja-jakimowskiego

http://wyborcza.pl/1,91446,13730812,Nowy_film_Andrzeja_Jakimowskiego__Imagine____juz_w.html

http://zwierciadlo.pl/2013/kultura/film/warszawski-festiwal-filmowy-imagine-andrzeja-jakimowskiego

http://stopklatka.pl/-/52095968,rozmawiamy-z-tworcami-filmu-imagine



W odpowiedzi na Lisbon Imagine

  1. Potwierdzamy. Film robi wrażenie. Byliśmy na pewno w różnych kinach. Koniec filmu, napisy końcowe, zapaliły się światła a wszyscy dalej siedzieli i oglądali Lizbonę przez okno jadącego tramwaju

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS
  • Facebook